czwartek, 26 czerwca 2014

Międzynarodowa społeczność.

Jak zawsze nie nadążam z pisaniem postów. Tak dużo się dzieje. Na UTW zbliżamy się do końca akademickiego roku. Zakończenie mamy w poniedziałek(30.06), stąd wiele przygotowań, spotkań.
Nie darowałabym sobie jednak , gdybym nie napisała o wyjątkowym dniu.
Planując wyjazd nad morze( a robimy to zimą) ustalamy od razu jaki będzie ten wyjątkowy dzień.
Mieliśmy już  :
-"MARYNARZY I PIRATÓW" w 2012r( tu można sobie przypomnieć)
-"TOWARZYSTWO NA LETNISKU" w 2013,(kliknij)
W tym roku postanowiliśmy ,że będziemy międzynarodową społecznością.
Z pokoju wyszłam wcześniej.
Z aparatem w ręku witałam zbierającą się społeczność.
Pierwsze przyszły siostry
Holenderka i Meksykanin
( do dziś nie mogę uwierzyć,że ten wąsaty Meksykanin to Helenka)

Następnie zaczęły pojawiać się nasze małżeńskie pary.
Bogaty Arab z żoną.
Prosto ze swojej hacjendy -para hiszpańska.
Nasz szef szogun ze swoją gejszą.
Niestety nie zrobiłam zdjęć wszystkim wkraczającym na  plac.
W krótkim czasie nasz plac tętnił  życiem obcokrajowców.
Kolorowe stroje 
przyciągały uwagę fotografów,
których liczba zwiększa się każdego roku.
Na początek wspólne zdjęcie.
Następnie każdy musiał przedstawić się , pokazać na mapie państwo z którego przybył i opowiedzieć coś ciekawego o tym kraju.
Zabawy było co niemiara, 
a później....
Korowód!!!
Ulicami miasta 
doszliśmy  do molo.


Przez moment rozpierzchliśmy się na plaży,
Każdy obcokrajowiec chciał mieć na pamiątkę
zdjęcie nad naszym Bałtykiem.
Po powrocie na plac dalszy ciąg sesji zdjęciowej
Duże powodzenie u pań 
miał nasz Meksykanin.
Wszyscy panowie prezentowali się super.
Niektóre zdjęcia to prawdziwe inscenizacje.
Gdy akordeonista zagrał serenadę dla żony bogatego Lucka
okazało się ,że
druga żona też chce posłuchać tej pięknej melodii,
za chwilę znalazła się żona trzecia 
piąta 
i dziesiąta.
Ania pierwsza żona dobrze wie ,że jest najważniejsza.


Bawiliśmy się do wieczora.
Tańcząc, śpiewając
i oczywiście robiąc zdjęcia.
Wspomnienie tamtego dnia wciąż wywołuje mój uśmiech:))

Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających :))
























niedziela, 22 czerwca 2014

Wczasy nad morzem

To już czwarty raz  byliśmy wspólnie na wczasach, a wiec śmiało mogę napisać, że jak co roku byliśmy nad morzem w Dźwirzynie.


Od razu po przyjeździe poszliśmy na plażę.
                         Słońce skryło się za chmurami,  delikatne fale uderzały o brzeg .
                                            Na palach  siedziały osowiałe mewy.
                                         Byliśmy pełni optymizmu.
Przed nami tydzień(no prawie)wylegiwania się na plaży, chlupania w morskiej wodzie.
Nie mogę narzekać.
Były dni słoneczne.Wróciłam opalona, nawet bardzo.
                                           Byli między nami odważni .

                                        Najczęściej jednak wiał silny wiatr .
                                          Morze huczało groźnie.
                                   Fale rozbijały się o pale falochronów.
                                 Nic jednak nie mogło odstraszyć nas od spacerów.
                                 Chodziliśmy codziennie.
                                    Przed śniadaniem
                                         i po śniadaniu
                                 zaopatrzeni w chleb, karmiłyśmy wiecznie głodne mewy.
                   
                               Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej.
                 

                                Tym razem z mewami w roli głównej.
                                  Mewy to piękne modelki.
                                        Wyglądały  jak latawce nad zburzonym morzem.

                          Czasami spacerowały po brzegu,
                                      nie przejmując się , tak jak my, szalejącym morzem.
                     Były t też dni w których morze było spokoje jak jezioro
                              a my wylegiwaliśmy się na ciepłym piasku.
     
                                           Oczywiście oglądaliśmy zachody słońca.
Codziennie ładniejszy
                                      niepowtarzalny.


piątek, 6 czerwca 2014

Wyprawa rowerowa 8/2014r

Obiecałam sobie ,że będę pisała dwa posty w tygodniu. Niestety , mam zbyt mało czasu. Może komuś wyda się dziwne, że emerytka i nie ma czasu, ale  tak dokładnie jest .
W minioną niedzielę  byliśmy jak zawsze na wyprawie rowerowej.
                                  Zebrało się nas 20 osób.
Trasa: Świebodzin - Grodziszcze - Rzeczyca - Wityń - Kupienino - Świebodzin .Około 20km.
Była piękna pogoda. Cieszyłam się , że pojedziemy nową trasą, że zobaczę nowe miejsca.
Grupa była prowadzona przez pana Leszka, zaprawionego kolarza. Od samego początku narzucił dość szybkie tempo. Było nas dwadzieścioro, to dużo. Grupa bardzo się rozciągnęła. Mijając Grodziszcze , miałam ochotę zatrzymać się i porobić zdjęcia. Wioska mnie zachwyciła. Nie zatrzymałam się , bo  przód nie zauważył by tego i mogłabym się zgubić.
Jechałam więc mijając zagony pięknych kwiatów, stawek pokryty liliami wodnym, pole pełne maków i chabrów.Na pewno tam wrócę i obfotografuję tę wioskę :))
Za   Grodziszczem  skręciliśmy w polną drogę.
                                                    Było ciężko.
                                       Nie traciliśmy  humoru.
                                   Jak zawsze robiliśmy dużo zdjęć.

W Wityniu okazało się, że jesteśmy zaproszeni do pięknego gospodarstwa.
 
Przy bramie powitała nas, wśród zieleni, kapliczka maryjna , 
zbudowana przez właścicieli z kamienia polnego.
                                       Posesja to prawdziwy park.
                                               Z daleka zobaczyliśmy piękne miejsce
                                              w sam raz na wypicie kawy.
                                W cieniu drzew, łagodnym szumie wody,
                                        spacerowaliśmy,
                              aż trafiłyśmy do jaśminowej doliny.

Pachniało, że aż......
                                           Po prostu jaśminowy zawrót głowy.

Po powrocie zobaczyłyśmy ,że dołączyli do nas gospodarze.
Pani Elżbieta i pan Leszek
                                      oprowadzili nas po swojej posesji.
Gospodarze chcą docelowo zająć się agroturystyką, więc zgromadzili sporo ciekawych rzeczy. Może kiedyś napiszę osobny post o tym co zobaczyliśmy.
                 Czas który tu spędziliśmy minął nam w bardzo miłej atmosferze.
Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną przez Kupienino do Świebodzina.
Jak zawsze pozdrawiam wszystkich odwiedzających:))