wtorek, 22 lipca 2014

"Pozytywne" zakręcenie.

"Co się dzieje jak na blogu nic się nie dzieje? 
Ano życie się dzieje, takie realne i w dodatku tak intensywne, że nie ma kiedy przysiąść żeby coś napisać:))" -to słowa Star  napisane na  blogu(klik)

Życie się dzieje. U każdego z nas inaczej ale fajnie , że się dzieje ,że jest ,że trwa.
Od kiedy mam wakacje moje ,życie zwolniło tempo. W niedzielę  nie byłam nawet na wyprawie rowerowej. 34st w cieniu to dla mnie za dużo na jazdę rowerem, a nawet na siedzenie na plaży .
Owszem mam za sobą dwa wyjazdy : w czerwcu byłam na jednodniowej wycieczce w Forst, a w lipcu na kilkudniowej w Bawarii.Z obu wycieczek mam mnóstwo zdjęć i  na pewno napiszę o nich posty, ale jeszcze nie dzisiaj.
Od pewnego czasu postanowiłam ,że  podczas wakacji namaluję moje wnuki.
Zaczęłam od młodszego wnuczka.
Ogólnie jestem zadowolona.Mojej córce też się podoba . Obie widzimy podobieństwo, ale niestety nie podoba się mojemu wnukowi. Myślę, że dlatego że wygląda tu poważniej niż jest w rzeczywistości.
Mimo , że mój namalowany wnuczek nie był zadowolony , nie zraziłam się.
Zabrałam się do namalowania starszej wnuczki.
Tym razem wszyscy w domu uznali ,że udało mi się uchwycić  podobieństwo, a najważniejsze , że podoba się namalowanej wnuczce. Jeszcze trochę muszę nad nim popracować  i zabiorę się za następne.
Został mi do namalowania najstarszy wnuczek i najmłodsza wnusia.
Dobrze, że są wakacje , że nie chodzę nigdzie na konkretną godzinę. Gdy zabieram się za malowanie czas przestaje istnieć. Maluję do momentu, gdy nagle wydaje mi się, że każde pociągnięcie pędzla zniszczy to co już namalowałam. Wtedy wiem , że czas na przerwę. Pozostawiam wszystko na widoku i krążę jak kot koło swojej zdobyczy. Oglądam , odszukuję błędy , niedociągnięcia, robię zdjęcia , porównuję.
W tym czasie zajmuje się też różnymi rzeczami w pokoju: najczęściej robię gruntowne porządki  w bibliotece czy w szafce. Czasem wielokrotnie  ścieram kurze itp.
Najczęściej mija kilkanaście godzin , a nieraz kilka dni za nim jestem gotowa wziąć pędzel do ręki.
Na pewno jestem zakrecona, ale czy pozytywnie?
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających.:))






poniedziałek, 14 lipca 2014

Wyprawa rowerowa 11/2014r

Tak się składa ,że w tym roku nie biorę udziału w każdej wyprawie. Wczorajsza  to jedenasta z kolei naszej grupy, a moja dziewiąta.
                                                  Prowadził nas pan Leszek.
Trasa: Świebodzin- Kupienino-Ojerzyce- Szczaniec-Myszęcin-Leniwka-Świebodzin( 32km.).
                                Pierwszy przystanek w Kupieninie.
                                  Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej.
                                   Minęliśmy kościół z 1832r pw św. Henryka
                                           Mały stawek z pięknymi nenufarami.

Po chwili jesteśmy już w Ojerzycach, gdzie znajduje się  renesansowy pałac.
Zdjęcie z wikipedii , ponieważ zza wysokiej drewnianej bramy niewiele widać. Na bramie widnieje napis " na sprzedaż". Mam nadzieję, że będzie jeszcze dostępny dla zwiedzających.
W Ojerzycach jest też piękny kościółek z 1919r pw św. Jana Chrzciciela.

Jechaliśmy bez przerwy do Szczańca

Zatrzymaliśmy się przy młynie zbożowym wybudowanym w II połowie XIX w.

Pamiątkowe zdjęcie całej grupy. Jak widać nie ma z nami naszego szefa . Andrzej( zapalony wędkarz) był na zawodach . Nie znam jeszcze wyników , ale myślę ,że jak zawsze zajął wysokie miejsce.

Zdjęcie zrobił  nam młody mężczyzna.
                                     W głębi widać stary dąb.
                                           Może stuletni
                                         o potężnym pniu.
                                     Oczywiście sprawdziliśmy jego obwód.
                             
W parku znajduje się mini amfiteatr,
                                      tam postanowiliśmy zrobić przerwę na kawę.
                                  Do kawy jak zawsze były ciasteczka a nawet owoce.
                                 Miło było posiedzieć i porozmawiać.

               W Szczańcu zatrzymaliśmy się jeszcze przy ruinach folwarku.

                            W oddali widać było gotycki kościół z 1570r pw. św. Anny.
Przejeżdżając przez Myszęcin pomyślałam nawet ,że wyjątkowo szybko wrócimy do domu.
Niespodziewanie pan Leszek skręcił  i jechaliśmy w nieznanym kierunku.
Okazało się ,że na koniec mieliśmy jeszcze miłe odwiedziny w Starym Młynie - Leniwka.
W ulotce reklamującej to niezwykłe miejsce napisano, że czas płynie tu wolniej i.....to prawda .
Gościliśmy się ponad godzinę a czas jakby stanął w miejscu.
Miło było posiedzieć  i popatrzeć na otaczającą przyrodę.
                                                  na elementy młyna
                                     na zewnątrz budynku
                                             i wewnątrz.
Wystrój hotelu i restałracji również podobał nam się bardzo.
Tradycyjnie zrobiłam zdjęcie na przeciw lustra.Z tego typu zdjęć zebrała mi się już mała kolekcja , może kiedyś napiszę o nich oddzielny post .
Miło było spędzać czas w takim miejscu,

ale rowery czekały i komu w drogę........
Ciekawe jaką trasą pojedziemy za tydzień i jakie ciekawe miejsce do zwiedzania zaplanuje pan Leszek.
Zobaczymy.

Pozdrawiam , jak zawsze, wszystkich odwiedzających:))





sobota, 5 lipca 2014

Plener malarski cz. II

W komentarzu pod ostatnim postem Grażynka napisała, że też chciałaby spróbować swoich sił w malowaniu. Uważam,że naprawdę warto spróbować. Myślę , że w każdym mieście w Domu Kultury jest sekcja malarska dla dorosłych. Przy niewielkiej miesięcznej opłacie, pod okiem dobrego instruktora można spełniać swoje marzenia.(KLIK)
W takiej małej miejscowości jak moja można się jeszcze zapisać na kursy Uniwersytetów Ludowych.
Plener w którym brałam udział to projekt TUL,u.
W pokoju mieszkałam z Janeczką i Alinką. Okazało się ,  że lubimy wcześnie wstawać.
Wszyscy jeszcze smacznie spali a my
                                         szkicowałyśmy w świetlicy nasze prace.

                                                          Tak wyglądał mój szkic.
Przerwałyśmy pracę , ponieważ po śniadaniu przewidziany był krótki rejs po jeziorze.
Początkowo było bardzo zimno, nawet padał deszcz.
                                      Po chwili rozpogodziło się.
                                     Słuchałyśmy opowieści sternika
                                i robiłyśmy zdjęcia.
                                                  Widoki były śliczne.
Po przejażdżce wróciłyśmy do malowania
Zaczęłyśmy od zaznaczenia  cieni
następnie światło.
Nowością dla mnie było rozcieńczanie farby akrylowej.

Oczywiście malując nie zapominałam o fotografowaniu.


                                                         Malowałyśmy do obiadu.
 
Trochę" rozsypały" mi się okna, brakuje jeszcze trochę cieni, ale miałyśmy ograniczony czas.
                                                                        Wszystkie prace .
Po obiedzie , pod kierunkiem Eli zabrałyśmy się za robienie kolaży.

Dla mnie to technika zupełnie nowa. Polega na formułowaniu kompozycji z różnych materiałów i tworzyw. Obraz uzupełnia się, tradycyjnie  malując farbą akrylową( lub olejną)
                              Na początek wybór materiałów.
                                 Wycinanie i dopasowywanie elementów.
 Kolaże mogą być barwne lub tak jak nasze achromatyczne.
Mogą tworzyć kompozycje spokojne i harmonijne lub dynamiczne i chaotyczne.
                                                  tak wyglądał mój.

                                                                          My i nasze prace.
Na zakończenie zdjęcie naszych instruktorek.


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających:))