niedziela, 26 lutego 2012

JUŻ PO FERIACH

Ja oczywiście nie miałam ferii, ale ferie miały moje wnuki.
Przez cały czas (z małymi wyjątkami) miałam czwórkę wnuków w domu. Chłopcy nawet spali u nas .Jak ferie to ferie.
Spacery i zajęcia sportowe wzięli rodzice na swoje barki ,zostały mi zajęcia domowe.
 Przez dwa tygodnie rysowali,malowali,grali na komputerze i oglądali telewizję.
Od wczoraj  podpisuję, segreguję i układam w teczkach ich prace.
Rysunki są dziewczynek( 6 i 4,5latek):
                                                  kredkami,
                                                 farbkami,
                                       ołówkiem . Babcia rysuje ołówkiem to one też.

                                                 Oklejaliśmy pudełka
                                                i malowaliśmy jajka.
                   Są tu jajka zrobione przez moje wnuki i te które sama pomalowałam.

Mimo ,że na ferie byłam bardzo zajęta wnukami, wzięłam udział w spotkaniu z przedstawicielami UTW z Zielonej Góry.


     Pani Jadwiga Korcz-Dziadosz opowiedziała o działalności  ZUTW.
                    
                  Nie opuściłam też zajęć sekcji turystycznej i artystycznej.
Ania zaproponowała zrobienie jajka z papieru.
Robiliśmy taką bombkę(tutaj),a teraz zabraliśmy się za jajko.
                           

                    

Różnica między bombką ,a jajkiem jest tylko taka ,że zaczynamy od czworokąta(potrzebne są dwa czworokąty-na początku i na końcu).
                          
Wyszło takie kolorowe bo zrobiłam je z karteczek pozostałych  z bombek .

                W międzyczasie zrobiłam  jajko  metodą karczocha.


                                       Te jajka zrobiła moja koleżanka Alicja,


                                                   a te Zosia.

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających:))

piątek, 17 lutego 2012

Portret

Tak naprawdę to nie wiem czy właśnie taki powinien być tytuł.
Może powinno być, próba narysowania portretu.
A może  w ogóle słowa  " portret" nie powinno być w tytule
A może ,nauka rysowania.
A może..
Wystarczy tego filozofowania ,bo za chwilę dojdę do wniosku ,że nie powinno być tego postu.
Słowo się jednak rzekło....

Gdy obiecałam ,byłam właśnie na tym etapie , pełna optymistycznej wiary w swoje możliwości.
Początkowo nie przejmowałam się, że rysunek niczym nie przypomina osoby ze zdjęcia.
Wiedziałam , to tylko odwzorowywanie.
Kratki  , które na początku były bardzo przydatne,zaczęły przeszkadzać.
Powinny   być  bardzo delikatne. Moje  były zbyt widoczne i  całkowite wymazanie ich było niemożliwe.
Próbowałam je zamalować.
Wyszła jakaś zupełnie obca, czarnowłosa kobieta.

Poszła więc w ruch gumka.
Włosy już są jasne, takie jak  moje, ale reszta nie bardzo.

Poprawiłam usta.

                                 Prawe oko wydawało mi się zbyt wypukle,więc zacieniowałam.
                                                   Na koniec jeszcze mała poprawka.
Od tego momentu nic już nie poprawiałam bo wydawało mi się ,że cokolwiek zrobię to będzie gorzej.

Wiem, nie wyszło najlepiej.
Sam rysunek sprawił mi wiele przyjemności. Lubię rysować ołówkiem, potrafię odwzorować wiele rzeczy ,ale  muszę  nauczyć się dobrze cieniować.

piątek, 10 lutego 2012

KROSNO ODRZAŃSKIE




Druga tegoroczna wycieczka ODKRYWCÓW to wycieczka do Krosna Odrzańskiego.
Do wczoraj prawie nie było u nas śniegu,  w ciągu  jednej nocy spadło kilkanaście centymetrów.
Na świecie zrobiło się pięknie, ale trochę martwiłam się o drogę.
 Śnieg padał jeszcze gdy robiliśmy to zdjęcie przed samym odjazdem.


                                                Podróż mieliśmy bardzo spokojną.


W autobusie szef (geograf z wykształcenia) omówił nam położenie geograficzne  i geologiczne Krosna i jego okolic. 


 Gdy dojechaliśmy  , wokół było  biało  i pięknie.
Pod nogami skrzypiał śnieg. Nie baliśmy się mrozu, ponieważ w planie nie mieliśmy pieszej wędrówki.
Przyjechaliśmy zwiedzić kościół i zamek.
W tym momencie chciałam napisać,że nasza grupa ma naprawdę szczęście do przewodników.


Pan Jerzy Szymczak,który oprowadzał nas wczoraj to następny przewodnik ,który lubi swoja pracę,posiada ogromną wiedzę na temat zabytków po których nas oprowadzał  i co najważniejsze kocha swoje miasto.Z czułością opowiada o ludziach,którzy żyli i żyją w Krośnie , tworzyli i tworzą  jego historię .Do nich zalicza Alfreda Henschke, poetę ,który pisał pod pseudonimem KLABUND.

                  Często wspominam cię
                      małe miasto nad błękitną
                       wartką Odrą……

Tak zaczyna się "Oda  do Krosna " Klabunda.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy  od kościoła św.Jadwigi.


Jest to barokowa budowla,powstała na zrębie kościoła ufundowanego w XIII w. przez księżnę Jadwigę Śląską.
Kolumny i światło wpadające przez dużą ilość okien powodują ,że wnętrze kościoła wydaje się większe niż jest w rzeczywistości.
 Organy Sauera są największe na terenie zachodniej Polski .
           Po wyjściu z kościoła udaliśmy się do Zamku Piastowskiego .

                                           Po drodze oczywiście zdjęcia.
 Stoimy przed skrzydłem zachodnim,które wraz z południowym zostało wyremontowane i udostępnione zwiedzającym.
                                 
Skrzydło wschodnie , północne i tzw." wieża północna" stanowią trwałą ruinę.




W izbach muzealnych Zamku Piastowskiego znajdują się wystawy obrazujące historię Krosna Odrzańskiego.
Wystawy w muzeum są bardzo ciekawe ,niektóre elementy wykonane są przez mieszkańców Krosna.
Gablota przedstawiająca Legnickie Pole 1241r.
Makieta wykonana przez pana Roberta Polańskiego
 Pan Polański był obecny w muzeum.
                                       Chętnie odpowiadał na nurtujące nas pytania.


My, jak zawsze słuchaliśmy z zainteresowaniem  przewodnika,
który z wielkim zaangażowaniem opowiadał nam historię grodu 
 oraz eksponatów zebranych w muzeum .
Takiej maszyny do pisania jeszcze nie widziałam.



                                               Oczywiście robiliśmy zdjęcia.
 Z młodym nieznanym rycerzem,
                                                  
                                                                   z księciem,


 Z księżną Jadwigą.



                                                             A teraz??
Czy ten groźny rycerz pozwolił przejść naszemu koledze???
Czy może ostrze poszło w ruch???


Kończę  ten post ostatnimi wersami "Ody do Krosna",które lubił powtarzać nasz przewodnik.


                                Gdzie Bóbr do Odry 
                              a czas do wieczności wpływa.

sobota, 4 lutego 2012

Pierwsza wycieczka.

Wczorajszy dzień miałam zapełniony po brzegi.
Najpierw wycieczka do muzeum ,następnie zajęcia  artystyczne.
Zarówno na wycieczce jak i na zajęciach robiłam zdjęcia. W domu musiałam te zdjęcia posegregować, podpisać. Wysłałam  też wiele e-maili ze zdjęciami do uczestników wycieczki ,a także do  koleżanek z zajęć. Wieczorem napisałam post .
Dziś piszę już drugi .
Mimo kilkunastostopniowego mrozu sekcja turystyczna „Odkrywcy”  przy UTW  ruszyła na pierwszą wycieczkę w 2012r.
Była to piesza wycieczka  do miejscowego muzeum.



W oczekiwaniu na otwarcie muzeum(w holu ratusza).

W naszym muzeum byłam już kilkanaście razy,tak jak pewnie pozostali członkowie naszej grupy.
Warto było jednak wziąć udział w tej wycieczce,ponieważ mieliśmy przewodnika ,a właściwie panią przewodnik, która bardzo ciekawie opowiedziała nam  historię znajdujących się tam eksponatów.Mogliśmy zwiedzić  też nowo otwartą salę gotycką. 
Gdyby ktoś był zainteresowany naszym muzeum proszę kliknąć   TUTAJ
W moim poście chcę pokazać nas, grupę turystyczną na wycieczce.
                                                                       
                                             Przyroda ziemi lubuskiej.


                                                                My wciąż jesteśmy chłonni wiedzy.


                                                                   Wszędzie dowiadujemy się czegoś nowego.


                                            W sali gotyckiej z zainteresowaniem słuchamy przewodniczki.



W sali historii miasta i rejonu.

Podobały nam się przedmioty codziennego użytku z sprzed wielu lat.


Przepiękne  krzesło (ławka z kościoła w Chlastawie) z XVII w.



Za każdy razem gdy jestem w naszym muzeum odkrywam coś nowego,dowiaduję się nowej historii ludzi i eksponatów  .Podobnie odczuwają to pewnie inni.


Udało mi się uchwycić w obiektywie naszych zamyślonych panów.


A koleżanka Basia przypomniała sobie moment powrotu z wojny jej ojca.Właśnie w takim mundurze i pokazywał córce medale podobne do tych w gablocie.

Nie bylibyśmy jednak sobą ,gdyby obok tych wzniosłych wspomnień,obok  chwili zadumy nad mijającym i ciągle zmieniającym się życiu, nie pokazali ,że potrafimy cieszyć się chwilą obecną.Tym,że jesteśmy razem.

                             Więc jak zawsze to i tu musiała  być sesja fotograficzna. 
                                        Uśmiechamy się wiec  na wspólnych fotografiach.
                                                                       
                                                                                            Pozujemy 


                                                                                      pojedynczo,


                                                                                            w trójkę,


                                                                                           lub parami.






                                                                              Nasi kierownicy grupy.

                                  Marylka w naszym imieniu  podziękowała pani przewodniczce.



Jeszcze wspólne pamiątkowe zdjęcie na schodach ratusza. Widać, że wszyscy są zadowoleni.



                                      A to już droga powrotna.Idziemy jeszcze na kawę do naszego klubu.